Jeśli czytacie mój newsletter od pączątku, z pewnością pamiętacie, że kiedyś napisałam, że mieszkałam dawno temu w Paryżu i zapytałam Was też w ankiecie, czy bylibyście zainteresowani porównaniem tych dwóch miast. Daliście mi wtedy znać, że TAK — chcecie takie porównanie! Ponieważ niedawno akurat byłam ponownie w Paryżu, więc wreszcie przygotowałam dla Was małe podsumowanie. Parę osób napisało nawet do mnie z pytaniem, czy przeprowadziłam się do Paryża, bo story na IG opublikowałam na Prima Aprilis, z celowo dość dwuznacznym przekazem. Dementuję plotki: wciąż mieszkam w Berlinie, gdzie jest mój dom!
W porówaniu skupiłam się głównie na strukturze mieszkaniowej (bo to jest moim zdaniem najciekawsze), a nie na zarobkach, cenach czy ogólnych kosztach życia.
Berlin i Paryż: dwa modele miasta, dwa sposoby życia
Na pierwszy rzut oka różnica jest banalna. W Berlinie mieszkania są większe, w Paryżu — mniejsze. Berlin jest bardziej zielony, Paryż bardziej elegancki. Ale to tylko wierzchołek lodowca. Prawdziwa różnica zaczyna się tam, gdzie kończy się metraż, a zaczyna struktura.
Miasto najemców vs. miasto właścicieli
Berlin to miasto, w którym się mieszka tymczasowo — nawet jeśli zostaje się na lata. Najem jest normą, własność (wciąż jeszcze) wyjątkiem. To tworzy specyficzny rodzaj relacji z przestrzenią: mniej zakorzenienia, więcej negocjacji. Umowa, czynsz, przedłużenie, podwyżka.
W Paryżu jest odwrotnie. Tu mieszkanie jest kapitałem, często dziedziczonym, inwestycyjnym, zabezpieczającym przyszłość. Nawet jeśli ktoś wynajmuje, funkcjonuje w systemie, który z definicji premiuje własność. I który jest zamknięty.
W efekcie:
w Berlinie pytanie brzmi: czy znajdziesz mieszkanie
w Paryżu: czy kiedykolwiek będzie cię na nie stać
Przestrzeń jako doświadczenie
Berlin zostawia oddech. Szerokie ulice, dziedzińce, przerwy między budynkami. Nawet w gęstszych dzielnicach jest coś, co można nazwać „luzem przestrzennym”.
To nie tylko urbanistyka — to doświadczenie codzienności, które się rozlewa, rozprasza, w którym można być trochę poza systemem.
Paryż robi coś przeciwnego. Maksymalizuje każdy metr. Kamienice ustawione niemal bez przerwy, podwórka-studnie, mikromieszkania pod dachami. Panuje dyscyplina przestrzenna.
Gęstość i hierarchia
W Paryżu przestrzeń jest ściśle powiązana z hierarchią społeczną. Centrum pozostaje domeną uprzywilejowanych, a peryferie — miejscem wypychania tych, których na centrum nie stać. To układ stabilny, niemal odporny na zmiany.
Berlin długo był wyjątkiem. Miasto bardziej wymieszane, mniej przewidywalne, z większą szansą na „przypadkowe sąsiedztwo” różnych klas. Ale ten model się już kończy. Gentryfikacja nie tworzy jeszcze na, wzór paryski, twardej mapy nierówności, ale zaczyna ją rysować. Czy może obserwujecie już te zmiany? Dajcie znać!
Kryzys jako norma vs. kryzys jako proces
Paryż żyje w permanentnym kryzysie mieszkaniowym. Ceny są wysokie od dekad, dostęp ograniczony, a system — choć napięty — stabilny w swojej niedostępności.
Berlin przeżywa coś innego: przyspieszony kryzys. Jeszcze niedawno był miastem „dla wszystkich”, dziś coraz częściej staje się miastem selekcji. Różnica polega na tempie i pamięci. W Berlinie wciąż pamięta się, że mogło być inaczej. W Paryżu ta pamięć dawno zniknęła.
Co mówi o nas sposób, w jaki mieszkamy
Najciekawsze w tym porównaniu jest to, że struktura mieszkaniowa nie jest tylko kwestią rynku czy urbanistyki. Ona pokazuje, w jaki sposób społeczeństwo rozumie bezpieczeństwo, przyszłość i przynależność.
Berlin opiera się na ruchu. Na założeniu, że życie jest zmienne, a przestrzeń — tymczasowa. Paryż opiera się na trwałości. Na przekonaniu, że miejsce w mieście trzeba zdobyć, a najlepiej odziedziczyć.
Między tymi modelami rozciąga się napięcie, które coraz bardziej definiuje europejskie miasta.
A wrcając do Berlina, poniżej znajdziecie moje berlińskie polecajki!
POLECAJKI
[WYSTAWA] Marina Abramovic, Balkan Erotic, Epic, Martin-Gropius-Bau, od 15.04 do 23.08 br.
W berlińskim Gropius Bau można teraz zobaczyć wystawę Marina Abramović: Balkan Erotic Epic — i trudno o bardziej aktualny komentarz do tego, jak współczesna Europa radzi (albo nie radzi) sobie z tematem ciała.
Marina Abramović od dekad pracuje na granicy wytrzymałości — własnej i widza. Tym razem wraca do bałkańskich rytuałów i ludowych wierzeń, w których erotyka nie była ani tabu, ani towarem, tylko elementem porządku świata. Czymś, co miało chronić, regulować, przywracać równowagę.
I właśnie to zderzenie jest tu najciekawsze. Bo patrząc na te prace — instalacje, wideo, performanse — trudno nie mieć wrażenia, że współczesność zgubiła język do mówienia o cielesności. Z jednej strony mamy przesyt obrazów, seksualizację wszystkiego, z drugiej — wstyd, lęk i niezdolność do oswojenia własnego ciała poza estetyką albo funkcją.
Abramović robi coś odwrotnego. Wyciąga erotykę z kontekstu „seksualności” i pokazuje ją jako siłę życiową, energię, która łączy ludzi z naturą, z cyklem życia i śmierci. To nie jest komfortowe doświadczenie, bo odbiera nam dystans. Nie da się tego oglądać wyłącznie intelektualnie.
Dlatego ta wystawa działa najmocniej tam, gdzie przestaje być „o sztuce”.
Staje się raczej pytaniem o to, co zrobiliśmy z własną cielesnością. I czy w ogóle jesteśmy jeszcze w stanie ją przeżywać inaczej niż przez filtr kultury obrazkowej i norm społecznych.
Chcę zwrócić Waszą uwagę na kuratorki wystawy:
Wystawę współtworzą:
Jenny Schlenzka – dyrektorka Gropius Bau
Agnes Gryczkowska – kuratorka i artystka
Skąd je znamy?
Jenny Schlenzka
To jedna z najważniejszych postaci europejskiej sceny instytucjonalnej:
wcześniej związana z nowojorskim MoMA PS1
współpracowała też z MoMA
od kilku lat prowadzi Gropius Bau i konsekwentnie zmienia go w miejsce, gdzie sztuka łączy się z polityką, historią i społeczeństwem
Jej program to zawsze coś więcej niż wystawy — to raczej komentarz do współczesności przez sztukę.
Agnes Gryczkowska
Obok Jenny Schlenzka, która reprezentuje silny, międzynarodowy poziom instytucjonalny, kluczowa jest obecność Agnes Gryczkowska — i to właśnie przez jej berlińskie doświadczenia.
Gryczkowską znamy nie tylko z działalności artystycznej (Siksa), ale też z pracy w takich miejscach jak:
Schinkel Pavillon — przestrzeni eksperymentalnej, często balansującej między sztuką, performansem a klubową energią Berlina
House of Berlin — platformy, która łączy sztukę ze współczesnymi tematami społecznymi i miejskimi
To ważne, bo wnosi do tej wystawy perspektywę spoza muzealnego mainstreamu.
Info o wystawie w skrócie
📍 Martin-Gropius-Bau
Kiedy? 15.04 – 23.08.2026
Bilety: ok. 15€ / ulgowy 10€
[WYSTAWA] Nowa kolekcja w Sammlung Boros
To jedno z tych miejsc, które w Berlinie mają status niemal legendarny — prywatna kolekcja sztuki współczesnej ukryta w brutalistycznym bunkrze, dostępna tylko w ramach oprowadzania.
W zapowiedziach nowej odsłony pojawiają się m.in. Pol Taburet — jeden z ciekawszych młodych malarzy ostatnich lat, operujący gdzieś między symboliką, ciałem i mroczną narracją — oraz Conny Maier, której praktyka balansuje między malarstwem a rzeźbą i bardzo fizycznym podejściem do materiału.
Ale żeby zrozumieć, czego można się spodziewać, warto spojrzeć na wcześniejszą prezentację — bo Boros buduje swoje wystawy jak długie opowieści, a nie pojedyncze sezony.
W poprzedniej odsłonie pojawiały się nazwiska takie jak: Anne Imhof — artystka, która redefiniuje performans i ciało w przestrzeni; Alicja Kwade — jedna z najciekawszych rzeźbiarek pracujących dziś z czasem, materią i iluzją; Cyprien Gaillard — eksplorujący relacje między ruiną, historią i współczesnością; czy Bunny Rogers — operująca estetyką melancholii, internetu i pamięci.
To jest właśnie ten miks, który definiuje Boros: ciało, technologia, pamięć i transformacja.
Zapisy na zwiedzanie tutaj! Żałuję, że nie można sobie wybrać osoby oprowadzającej, bo chętnie bym Wam kogoś poleciła — mam paru ulubionych oprowadzających!
[WYSTAWA] Wystawa HOUSE Berlin w Halle am Berghain
Powrót jednego z ciekawszych projektów kuratorskich ostatnich lat.
Juliet Kothe (jedna z moich ulubionych berlińskich kuratorek sztuki) wraca z drugim rozdziałem HOUSE Berlin — i robi to z rozmachem. Nowa wystawa „Gravity Ease Contract”, współkuratorowana przez artystę David Douard, otwiera się 1 maja w Halle am Berghain.
Już sama lokalizacja ustawia ton: sztuka w przestrzeni związanej z jednym z najbardziej ikonicznych klubów świata.
Na wystawie zobaczycie prace bardzo szerokiego grona artystów — od Dennis Cooper po Susan Philipsz — a całość została osadzona w scenografii Celeste Burliny. To projekt, który bardziej niż klasyczną wystawą jest doświadczeniem — takim, które buduje napięcie między przestrzenią, ciałem i narracją.
Otwarcie: 1 maja (12:00–15:00), w ramach Berlin Gallery Weekend, który to przy okazji też Wam polecam!
[KSIĄŻKA] Vincenzo Latronico, Do perfekcji, Wyd. Czarne, 2025
Ten tekst jest też częścią większej układanki. Bo czy my wszyscy nie robimy dokładnie tego samego, o czym pisze autor książki, którą Wam tutaj przedstawię?
„Wszystko jest perfekcyjne. Wszystko jest dokładnie takie jak na zdjęciach.” – głoszą napisy na okładce książki niemieckiego wydania „Do perfekcji”.
Tylko że książka Vincenzo Latronico nie jest o perfekcji lecz o jej złudzeniu. Wreszcie zebrałam się, żeby coś o niej napisać, bo zorientowałam się, że jest polskie tłumaczenie książki, dostępne w wydawnictwie Czarne. To najlepsze literackie podsumowanie berlińskich problemów, jakie ostatnio przeczytałam. W skrócie, jest to powieść o parze millenialsów, freelancerów, którzy przeprowadzają się do Berlina, by prowadzić idealne, estetyczne życie, ale odkrywają pustkę i zakłamanie za fasadą mediów społecznościowych.
Podsuwam Wam tę książkę, bo Berlin jest w niej tłem. Miasto jest przedstawione jako miejsce, które oferuje „idealne” warunki do życia, ale jednocześnie potęguje poczucie pustki.
Parę ciekawych punktów z książki dotyczących Berlina:
Berlin nie jest tu opisywany realistycznie, tylko jako estetyczna fantazja klasy kreatywnej. W książce staje się produktem lifestyle’owym, a nie miejscem z historią czy konfliktem.
Berlin jest tłem do autoprezentacji. Jednym z najmocniejszych motywów jest to, że życie bohaterów istnieje głównie jako obraz do social mediów. Wartością jest to, co pojawi się online.
Berlin jest tu stolicą „estetycznego kapitalizmu”. Życie Anny i Toma definiują przedmioty, styl i gust (meble, rośliny, design), tożsamość jest „zbudowana z rzeczy” – trochę jak w reklamie lub magazynie wnętrzarskim.
Koniec mitu Berlina. Bohaterowie trafiają do Berlina w „dobrym momencie” (tanie mieszkania, wolność), ale z czasem miasto się zmienia – drożeje, napływają nowi ludzie, klimat się psuje. Wzrost kosztów życia i napływ globalnej klasy kreatywnej podkopują „alternatywność” miasta, które staje się wreszcie produktem globalnym.
Berlin jest wymienny – to tylko jeden z „hubów” globalnego stylu życia. Choć akcja dzieje się w Berlinie, historia ta mogłaby się wydarzyć wszędzie – w Amsterdamie, Londynie, Montrealu.
Bohaterowie to kosmopolityczna klasa freelancerów bez zakorzenienia.Berlin staje się przestrzenią stagnacji, mimo pozornej intensywności. Autor pokazuje, że życie bez wyraźnej historii, jest trochę jak scrollowanie feedu. Czas się „rozmywa” w cyfrowej teraźniejszości!
Polityczność jako kolejny element berlińskiego stylu życia. Bohaterowie „angażują się” w wydarzenia (np. kryzys migracyjny), ale często jest to bardziej potrzeba bycia częścią narracji niż realne działanie.
Piszę zatem ten post o książce, która krytykuje życie jako content i wiem, że właśnie robię z niej content. Mimo wszystko mam nadzieję, że jeśli sięgnięcie po tę książkę, to skłoni Was ona do szerszej refleksji o pokoleniu millenialsów. Polecam!
Więcej BERLINSKO:
Książka „Taki jest Berlin”




